Warning: Missing argument 2 for artykul(), called in /homez.143/epubzmnd/linuxpub/old/lib/druk.php on line 22 and defined in /homez.143/epubzmnd/linuxpub/old/lib/artykul.php on line 8
LinuxPub : Admin - status nieznany : Dokumentacja, Wiadomości, Pomoc, Forum, Howto, Manual, Bezpieczeństwo Fragment strony http://linuxpub.pl/. Wydrukowano:23.05.2012 03:04
Powrót Powrót 
 
Wyślij znajomemu

Admin - status nieznany
Tomasz Tyczyński

Jak to mawiał Zulu-Gula "Polska to ciekawa Kraj". Myślę podobnie i bynajmniej nie mam na myśli malowniczego krajobrazu Tatr - uwzględniając Puchar Świata w Zakopanem.
Ojczyzna nasza biegnie z pomocą każdej „kreatywnej” jednostce, grupie, organizacji, która już na podłożu genetyczno-historycznym snuje swe roszczenia ku łatwemu i szybkiemu wzbogacaniu się. Nie bójmy się tego słowa - kraść można wszystko – „ludzkie ciała” (tzw. skóry), dobra materialne, intelektualne, .. zaczynając od zegarków, kończąc na konkretnych przetargach i milionowych łapówkach – ale gwarancja sukcesu dotyczy tylko wyżej wymienionych, „kreatywnych” kontynuatorów tradycji.

Proces zagarniania, zazwyczaj zaczyna się od odpowiedniej „adopcji” i upiększenia samobójczej, dla spryciarzy, terminologii – zamiast „kraść” i „przywłaszczać” mówi się np. „uzurpować” a następnie buduje nowe oblicze terminu - „drzwi do sławy”, wmawiając ogółowi, że z dniem dzisiejszym, w Polsce, zwrot uzurpować jest prawie jednoznaczny z ciężko i „uczciwie”, no może, hmm.. pomińmy kombinować (ponieważ wg nowej idei kombinować, to prawie jak pracować – no i nie czepiajmy się już tego „uzurpować” ! Wystarczy odrobina zagubienia, zakłamania i podatności na sugestie aby dać sobie wmówić....., że uzurpować, to znaczy w zgodzie z ogólnie przyjętymi zasadami etyki, religii i wszelkich, górnolotnych morałów – a przecież telewizja nie kłamie !) i napiszmy wprost: uzurpować, to znaczy ciężko i uczciwie „smarować” – tzn. pracować.

Żeby nie uprawiać „kulturowej monogamii” zapomnijmy przez moment o Polakach a ojcem uzurpacji ochrzcijmy Hrabiego Monte Christo - przecież francuska arystokracja nie była nikomu potrzebna, a gdyby nawet, to „smarując” Hrabia załatwiał tylko słuszne, osobiste porachunki, i to wyłącznie w obrębie wyobraźni Aleksandra Dumas’a. Zatem, „naprawdę” nie ma się czego czepiać..... uzurpacja jest „uczciwa” !

W Polsce, na drodze „uczciwej” uzurpacji sprzedawane są rozprawy doktorskie będące plagiatami wcześniej już obronionych prac. Reporterzy "Wprost" wpadli na trop podejrzanych doktoratów oferowanych cudzoziemcom w Zakładzie Farmakodynamiki Akademii Medycznej w Białymstoku. Piszą m.in.: „Zdobywanie tytułów przez obcokrajowców w naszym kraju okazuje się niezwykle proste ...”, „ Kupno doktoratu opłaca się tym bardziej, że fakt popełnienia plagiatu praktycznie nie wychodzi na światło dzienne. O sprzedawaniu doktoratów w naszym kraju wie wielu naukowców, lecz milczą, wstydliwie ukrywając powszechny proceder.”


Sposób działania pajęczarzy przybliża Jacek Kuroń w swoim Artykule „Kuroń o sprawie Rywina”, pisze On m.in.: „Kiedy przed blisko 50 laty w zakładzie karnym na Pradze zwanym Toledo, który jeszcze wtedy był męskim więzieniem, weteran lwowskiej szkoły doliniarzy Józef Kalinka przekazywał mi sekrety swego rzemiosła, mówił tak: - Robisz skórę - to znaczy wyjmujesz portfel, podajesz "tycerowi" [pomocnikowi kieszonkowca - red.] i zaraz zaczynasz krzyczeć: "Złodziej, złodziej, kradną, kradną!".”


Oprócz wspaniałomyślnego grona kontynuatorów „uzurpacji”, występują również ich przeciwnicy. Dzielą się na trzy Grupy. Pierwsza Grupa, to ludzie, którym przez przypadek wpadł w ręce słownik tematyczny (Słownik Języka Polskiego, Słownik Wyrazów Obcych itp.) i zorientowali się o czym tak naprawdę mówił ich „sąsiad”. Druga Grupa, to Ci, którzy cudem wyrwali się z lokalnego „sekto-nabijania” w butelkę i w reszcie, trzecia, najważniejsza Grupa - „śmietanka”, która po prostu wykazała się odrobiną intuicji, inteligencji i odporności na medialną propagandę lub/i pociągający zapach brudnych pieniędzy. Bez względu na źródło „wytrzeźwienia” czy silnej woli, jak grzyby po deszczu „rosną” antyuzurpanckie felietony, uzurpanckie oskarżenia lub roszczenia – słuszne, bądź nie. Co ciekawsze, znakomita większość artykułów o uzurpowaniu czerpie swą moc z Religii.

Duchowni – rzesza opiniodawców i degustatorów, zarezerwowali sobie prawo do orędowania Boga, Jezusa, aborcji, prawodawstwa itd. Bp Zygmunt Pawłowicz w „Kościół i Sekty w Polsce – część III, Kościół Adwentystów Dnia Siódmego” pisze: „Wszelkie inne zastępstwo (chodzi o papieża) jest traktowane jako bluźnierstwo i przywłaszczenie tytułu należnego tylko Bogu.”

Na łamach "Franciszkańskiego Świata" Nr 3 (33) 1999, przeczytać można: „Jakkolwiek człowiek Boga by sobie nie wyobrażał, to uzurpowanie sobie prawa do posiadania "mądrości" większej niż Jezus (niż Bóg) jest okropnym bluźnierstwem.”


Ks. Jan Krokos – w artykule "Argumenty za aborcją?" pisze: „Jeśli ktoś twierdzi, iż na wojnie czy w wypadku kary śmierci zawieszone jest obowiązywanie normy "nie zabijaj", to jednocześnie twierdzi, że w tych wypadkach ktoś ma prawo zabić. Mieć prawo zaś to być do czegoś uprawnionym. Czy żołnierz na wojnie jest uprawniony do zabijania? Czy może swe prawo egzekwować, odbierając życie innym? Historia zna prawodawstwa, które nie tylko zezwalały na zabijanie, lecz nawet do zabijania zobowiązywały. Norymberga stała się odpowiedzią na uzurpowanie sobie prawa do zabijania przez jedną ideologię. Druga swojej Norymbergi nie miała”.


W antyuzurpanckich roszczeniach występuje ponadto cała masa innych Organizacji, Partii Politycznych – tu prym wiedzie Samoobrona. Przykład: 4 kadencja, 33 posiedzenie, 3 dzień (30.10.2002) Poseł Genowefa Wiśniowska: „Zastanawiające jest także to, że w obronę dotychczasowych dyktatorskich działań większości parlamentarnej w polskim Sejmie zaangażował się prezydent Rzeczypospolitej Polskiej pan Aleksander Kwaśniewski. Pan prezydent mówił o godności parlamentu, o rzekomo niegodnych zachowaniach niektórych posłów. Ale także pan prezydent nie chciał zauważyć, że uzurpowanie sobie prawa do poprawiania demokratycznego werdyktu wyborców jest bardzo niebezpiecznym kierunkiem działań. Prawo do wykluczenia przez marszałka posła z obrad za taką uzurpację uważamy.”


I tak w nieskończoność ....


Uzurpancka terminologia i poczynania, ze skutkiem różnym, na dobre zakorzeniły się w życie Polaków. Oczywiście mało kto już reaguje na kupno Dyplomu – Uczeni się „wstydzą”, Kościół, za to, nie boi się artykułować uzurpowania „Chrystusowej aureoli” (choć w/g mnie, dużo ciekawszym tematem byłby „Celibat dzisiaj” - ale na „nieszczęście Boże” wiążę się z zupełnie innym rodzajem uzurpacyjnego strachu), czy uzurpowaniu prawa do zabijania. Samoobrona nie boi się mówić o prezydenckim uzurpowaniu „sobie prawa do poprawiania demokratycznego werdyktu”, permanentnie podpierając swój chwiejny autorytet na „zgarbionych” już od propagandy plecach wyborców – a samokrytyczne teksty umieszcza w 4-tym, niewidocznym nawet dla związanych z Samoobroną proroków i jasnowidzów wszelkiej narodowości (no może pomijając Irak – ale wszystko przed Panem Przewodniczącym), wymiarze.


Fenomenem, jednak, o którym chciałbym opowiedzieć i który coraz częściej przyciąga moją uwagę jest uzurpowanie tytułu Administratora Sieci Komputerowej.

W dobie lawinowego rozwoju Internetu, jeszcze szybciej rozprzestrzenia się wynikająca z uzurpacji "nijakość" lub/i "przebigbraderowanie" Statusu Administratora w trzech płaszczyznach:

* zawodowej

* edukacyjnej

* emocjonalno – wyobrażeniowej


Profesjonalni Administratorzy są najzwyczajniej w świecie nie doceniani. “Podglądacze” doceniani są do pewnego momentu – inwigilacyjnej przydatności - później zarzuca im się niesubordynację i zwalnia z pracy – nie można przecież pozwolić sobie na współprace z tak niebezpiecznym „Adminem”. Laicy doceniani są tylko do momentu pierwszej, poważnej wpadki.

Rozważając pierwszą i drugą płaszczyznę, tzn. zawodową i edukacyjną, podkreślić należy, że tak jak w poprzednich przykładach uzurpacji (uzurpowane Doktoraty itp.) potrzebne było „smarowanie” lub/i genetycznie „zagospodarowany” temperament, tak w tym przypadku w zupełności wystarcza odrobina tupetu, infantylnej przebojowości i wizualnej wiarygodności. Administratorem Sieci Komputerowej może zostać każdy kto posiada komputer i dar przekonywania. Niejednokrotnie, podczas swojej kariery pracowałem z Administratorami – ogrodnikami, murarzami, hydraulikami itp. – ale nie piętnuję tutaj braku czy nieodpowiedniego profilu wykształcenia, ponieważ znam wielu wartościowych, nie wykształconych ludzi. Problemem natomiast wydaje się być pseudo autorytet ludzi którzy takich „adminów” zatrudniają.

Jakiś czas temu, miałem przyjemność pracować w dużej, bardzo sympatycznej S.A., w której „urzekła” mnie Cooperfield’owska specyfika Działu IT. Wspomniana iluzja została dla mnie fenomenem po dzień dzisiejszy (mimo tego, że już tam nie pracuję).

Management IT wyznaczały i kreowały dwie osoby: Dyrektor i Kierownik – wspólny gabinet, wspólna koncepcja – jednym słowem zgrany zespół. Dyrektor – jako osoba z dużym doświadczeniem business’owym, stroniąca od Informatycznej merytoriki, sterowała zapleczem logistycznym, personalnym, budżetowym etc. Kierownik , jako osoba z wystarczającym zapleczem Informatycznym, odpowiadał m.in. za „translację” merytorycznej problematyki kierowanej od Administratora, poprzez Siebie do Dyrektora IT, tzn. tzw. „z polskiego na nasze” (inny rodzaj medium między Dyrektorem a Administratorem, na poziomie merytorycznym, nie istniał).

Co w tym nadzwyczajnego ? Otóż w „pokoju zwierzeń” wytworzyła się bardzo ciekawa, wirtualna rzeczywistość... swoisty „królik z kapelusza”. Nic tam nie było prawdziwe a Administrator poproszony „na dywanik” zastanawiał się „po której stronie lustra” właśnie się znalazł.

Wirtualne problemy, wirtualne awanse, wirtualne nagrody, wirtualna motywacja (tutaj występowało ciekawe zjawisko krosowania „wirtualek” – np. żeby zmusić Grupę Administratorów do pracy, wystarczyło powiedzieć o wirtualnym, jak się później okazywało, awansie i wirtualnych nagrodach dla jednego z nich i z dumą patrzeć na rzeczywistą już rywalizację, zabawa „psuła” się, kiedy Administratorzy zaczęli oferować wirtualną pracę za wirtualny awans) , wirtualne definicje – zmieniające swą wartość i znaczenie w locie (nawet jeżeli coś przed chwilą było białe, to wcale nie znaczyło, że za moment nie może być czarne) i w reszcie najgorsze - wirtualna wartość każdego z Administratorów.

Każdy Administrator, w oczach Dyrektora, miał odrębną wartość uzależnioną od rzetelności przekazu „Kierownika – Translatora”, tzn. posiadał wartość tylko do momentu w którym ślepo realizował, (bardzo często wpędzający w „tarapaty” dział IT), plan „merytorycznego” Kierownika. Jeżeli Administrator błyszczał intelektem, asertywnością i kreatywnością – zaraz znajdował się nowy, np. Ogrodnik a Straceniec ginął w procesie celowych, „nieudanych”, kierowniczych przekazów między nim a Dyrektorem (inne medium nie istniało).

Patrząc z innej perspektywy, Kierownik zostawał bohaterem – ponieważ, przykładowy Ogrodnik, całymi latami uzurpował tytuł Administratora. Po zatrudnieniu go na Stanowisku Administratora Sieci Komputerowej zniknął problem uzurpacji statusu Zawodowego (bo w przypadku statusu Edukacyjnego, dalej był Ogrodnikiem). Kierownik, zatem, przyczynił się do spadku zjawiska uzurpacji powyższego stanowiska.


W procesie dalszego rozważania pierwszych dwóch płaszczyzn zauważyć można, że zjawisko uzurpowania tytułu Administratora bardzo wyraźnie zakorzeniło się m.in. w polski usenet, np.: „pl.comp.os.linux”, „pl.comp.networking” i wiele innych.

Wielu, nowo upieczonych, „Adminów” szuka tutaj pomocy profesjonalistów. Bardzo często są to osoby które zaledwie od kilku dni zajmują się amatorską, „międzysąsiedzką”, 3,4-o komputerową siecią. Formułując swoje pytania zaczynają od:

- Hej ! Jestem Administratorem 3-y komputerowej sieci, pomocy !

Używają przy tym tonu „mnie się należy!”, „nie próbujcie mnie krytykować!”, absolutnie nie doceniając wartości niesionych przez dyskusję czy nie doceniając osiągnięć jakimi są kompromis czy np. całkowita zmiana zdania pod wpływem rzeczowych i rzetelnych argumentów. Nagminnie spotyka się arogancję, tupet i inne negatywne emocje.

Nie znalazłem, co prawda, wypowiedzi typu: „jestem Administratorem własnego Laptopa”, ale to co wyczytałem przez kilka ostatnich lat pozwala śmiało potwierdzić moją dekadencką tezę - Administratorem Sieci Komputerowej może tytułować się każdy.

Rzeczą oczywistą jest, że aby zostać Lekarzem czy Nauczycielem trzeba osiągnąć co najmniej status edukacyjny, natomiast "adminem" może zostać każdy kto ma w pobliżu komputer i potrafi manifestować swoją wątpliwą profesję. Zrozumiałą wydaje się formułka określającą czynność, np.:

- opiekuję się niewielką siecią, czy ktoś może mi pomóc ?

Całkowicie niezrozumiały jest amatorski manifest:

- jestem Administratorem, powiedzcie mi o co tutaj chodzi !

Tak jak pisała Nałkowska, wszystko ma swoje granice. Inaczej interpretuje się zwierzenia Znachora mówiącego "jestem Lekarzem" a inaczej "leczę ludzi".W pierwszym przypadku Znachor będzie traktowany jak zwykły oszust. Nie sposób również wyobrazić sobie następującego pytania:

- witam wszystkich ! Jestem Doktorem moich 4 sąsiadów i w związku z tym mam pytanie, czy czopki to się...?
Kiedy ktoś, amatorsko, leczy swoje zwierzątko domowe pyta:
- opiekuję się swoim zwierzątkiem, nie wiecie może... ?
Niezbyt rozsądnie zabrzmiałoby amatorskie pytanie:
- jestem Doktorem swojego zwierzątka, nie wiem o co chodzi, pomocy !

Pomijając krzywdy moralne i „patologicznienie” rynku pracy poprzez uzurpowanie danych Profesji, pojawiają się jeszcze aspekty bezpieczeństwa, rzetelności i ogólnych wyobrażeń o zawodzie. W tym przypadku „Admin” jest beneficjentem. Całymi latami może robić dobre wrażenie, nie zdając sobie sprawy, że ktoś regularnie wykrada newralgiczne dane z firmy, co powoduje duże straty materialne. W gorszej sytuacji jest np. pseudo Doktor, czy pseudo Kierowca. Nie życzę nikomu posmakowania sytuacji w której znajdzie się na stole operacyjnym a Doktor z "górnej półki" powie:

- aaaaa, to właśnie tak wygląda skalpel ! Czy ktoś z kolegów może rozciąć tego Pana, bo ja na widok krwi... to nie za bardzo... ?

Tak samo w przypadku pseudo Kierowcy, wyobraźmy sobie minę autostopowicza „zgarniętego” z drogi przez pseudo Kierowcę Ciągnika Siodłowego z kilkutonowym ładunkiem, pędzącego 90km/h i jednocześnie zadającego pytanie:

* nie wiesz Pan może dlaczego tamten machał lizakiem i kto to był ?

Patrząc obiektywnie na sprawę uzurpowania tytułu Administratora przez Grupowiczów usenetu, wiele aspektów przemawia za nimi obronną ręką.

Któż z nas nie marzył w dzieciństwie o tym, żeby zostać Pilotem, Kosmonautą, czy kimś innym, bardzo ważnym dla nas w tamtej perspektywie czasowej? Bardzo często jedynym widocznym, „Grupowym DNA” jest tylko nazwa użytkownika czy jego sygnaturka itp. (dla wprawniejszych jeszcze kilka innych, technicznych, informacji wynikających ze struktury działania protokołu komunikacyjnego). Będąc uczestnikiem usenet’u, w gruncie rzeczy nie wiemy z kim mamy do czynienia – równie dobrze może to być „przedszkolak”. A to, że mianował siebie Administratorem może świadczyć np. o tym, że (tak jak podpowiedział mi jeden z Grupowiczów) „ta profesja czy zajęcie nabiera coraz większego znaczenia”.

W wyniku dalszych dyskusji, ten sam Grupowicz dodał jeszcze „ Zobacz, jak śmiesznie byś wyglądał, gdybyś jako doświadczony kierowca biegał zły za przedszkolakami na trójkołowcach, tylko dlatego, że nazywają siebie kierowcami.” Rzeczywiście zgodziłbym się z tym, gdyby nie piętno zniewag odciskane na czołach profesjonalistów (o czym powiem w dalszej części wywodu).

Na obronę usenet’owych „Adminów” dodać można jeszcze to, że Administrator Sieci jest zajęciem stosunkowo "młodym" i status zawodowy czy edukacyjny po prostu jeszcze się nie ukształtował. Z drugiej jednak strony, proszę zauważyć, że Zawód Informatyka istnieje od wielu lat – skoro Programista kojarzy się z Informatykiem (i sztywno takiego wykształcenia – lub zbliżonego, wymaga się od Programistów uczestniczących w procesach rekrutacyjnych) dlaczego Administratorem może zostać każdy ?


„W chwili obecnej nie ma kierunków, które kształciłyby przyszłych Adminów, co można z grubsza porównać do "wyższych szkół informatyki" - w których, notabene, podstawą nie jest umiejętność programowania, np. w „C”, ale raczej przyswojenie wiedzy teoretycznej z zakresu algorytmiki, matematyki, dobrych nawyków itd. Ponieważ nie ma szkół kształcących Administratorów, status Poważnego Administratora (nie tego od „dwóch kompów”), można nabyć tylko dzięki udanemu procesowi rekrutacji do Działu IT jakiejś firmy w której, paradoksalnie, od absolwentów wymaga się dużego doświadczenia.” - komentuje Bartek, poproszony o recenzję niniejszej problematyki, a po chwili dodaje:

„Z powyższego powodu ci "opiekunowie" sieci są samoukami, próbującymi czerpać wiedzę m.in. z usenetu - arogancję i tupet zrzuciłbym raczej na karby młodości i "niedotarcia" w życiu. Z drugiej strony takie zachowania często są tępione, natomiast np. na „pl.comp.os.linux” starają się raczej dać początkującym wędkę, niż od razu rybkę.

Tak mi właśnie przyszło do głowy, że przecież sam Windows 2000/XP sugeruje, że jeśli samodzielnie zainstalowałeś system, to jesteś jego administratorem (notabene jest to prawda bo masz dostęp do tego poziomu ;-)) i niejako automatycznie przekłada się to na sieć - zrobiłeś sieć, to jesteś Adminem Sieci (nikogo z "adminów" nie obchodzi, że nie ma ku temu podstaw związanych z zasobem wiedzy na ten temat) - brak wiedzy i samokrytyki maskuje "świadomość" adminowania.”


Zgadzam się z powyższym, ale czy to wszystko zdoła udźwignąć i zaklajstrować poczynania młodego uzurpanta? Karby młodości, życiowe niedotarcie, brak odpowiednich szkół, inspiracje Microsoft’u – czy to wystarczy? Czy zderzenie z rzeczywistością będzie bolesne...? Kto lub co pójdzie „na dno” i kto na tym cierpi?


Nieco inaczej problem przedstawia się w trzeciej płaszczyźnie, tzn. emocjonalno - wyobrażeniowej. Tutaj uzurpacja przekłada się bezpośrednio na zróżnicowany, zależnie od środowiska, osąd Administratora. Większość uczestników lokalnej sieci zdaje sobie sprawę z tego kto to jest Administrator. W ich wyobrażeniach jest to GURU od którego w głównej mierze zależą lokalne zasady poruszania się w sieci. Patrząc z innej pozycji - czytając usenet, znamienną wydaje się bulwersacja opozycji. Pojawiają się pytania typu: „mój Administrator znowu zablokował Kazaa, nie wiecie jak to obejść ?”. Idąc tym samym tropem, przeciętny Dyrektor IT wie, że Adminem może zostać każdy, zatem zawsze go można zastąpić i nie trzeba dużo płacić.


Kogo za to wszystko winić ? W przypadku usenet’u winą obarcza się „tych wielkich” – za to, że nie ma Grup dla początkujących, np. „pl.comp.networking-newbe” oraz za to, że nie ma Grup związanych z kontrowersyjnymi aplikacjami typu “p2p” (z j.ang. peer to peer). Czy to jest źródło nieporozumień ? Chyba nie ? Uważam, że problem rozwiązałby się poprzez generalną zmianę mentalności pytających i zamiast nietrafnego określania pozycji zawodowej: Administrator, wystarczy zacząć mówić o czynnościach. np. "opiekuję się niewielką siecią", Istotną rzeczą mogłaby okazać się modyfikacja Netykiety (zbioru nieformalnych zasad obowiązujących użytkowników sieci).

Tak jak można próbować tłumaczyć usenet’owych „Adminów”, tak żadnego wytłumaczenia nie znajduję na permanentny brak odpowiedzialności oraz tupet przejawiający się poprzez uzurpowanie tytułu Administratora w życiu zawodowym.

Za tuszowanie uzurpacji lub klonowanie „Adminów” winić można (lokalne czy outsourcing’owe) Działy Personalne i inne osoby odpowiadających za pomyślną rekrutację pseudo specjalistów.


Na zakończenie, tytułem podkreślenia piętna "nijakości" stanowiska Administrator powiem, że wielokrotnie spotkałem się ze zjawiskiem "macoszego" traktowania Administratorów przez Programistów. Kiedyś spytałem kilku, dlaczego tak się dzieje - odp., „bo to LAMERSTWO !”. Kiedy spytałem o uzasadnienie „usłyszałem” ciszę...


Czy to oznacza, że „Admin Lamer”, stał się już dogmatem ? Czy nic się nie da z tym zrobić?

 


Do góry Do góry 
 
Powrót Powrót 
Wyślij znajomemu